Tatrografia

Dla tych, którzy górami potrafią żyć w dolinach

Wpis

sobota, 26 kwietnia 2008

Gdzie Bóg rozsypał swoje zabawki

Jest takie miejsce w Tatrach Zachodnich, o którym z reguły albo się nie wie, albo nie pamięta, albo nie zwraca na nie uwagi w pędzie do zdobywania (lub raczej, w tym przypadku, zaliczania) wysokich szczytów lub miejsc, którymi można się innym pochwalić. Ogólnie chwalenie się swoimi tatrzańskimi zdobyczami nie należy moim zdaniem do godnych poparcia zachowań, wiadomo jednak, że wiele osób z tego czerpie dużą radość, jeśli już mają do czynienia z górami; ale to osobna, długa historia.

Polana Jamy (źródło: Wikimedia)

Miejsce, o którym chciałabym opowiedzieć, to znajdująca się na odchodzącej od Doliny Chochołowskiej Ścieżce nad Reglami Polana Jamy, bardzo blisko, bo jakieś dziesięć-piętnaście minut od rozwidlenia szlaków. Polanę Jamy turyści traktują przeważnie jako element trasy, coś ładnego, co jest po drodze, na co nie zawsze zwracają uwagę - ot, zwykły kawałek trawy w środku lasu, i to jeszcze ciągle pod górę. Nie mają czasu, żeby się tu zatrzymać, bo mają długą drogę przed sobą (w końcu to początek szlaku), a dalej czekają ich zapewne lepsze atrakcje, jak np. dotarcie po dwóch godzinach marszu do Doliny Kościeliskiej, lub dalej. Swoją drogą, czy Ścieżka nad Reglami jest atrakcyjna, a jeśli tak, to co stanowi o jej walorach? Myślę, że to dobry temat do dyskusji.

źródło: mapytatr.net

Polana Jamy w maju pełna jest krokusów na tych fragmentach trawy, które nie są już przykryte śniegiem. Znajduje się na niej szałas, a w lecie prowadzony jest wypas owiec. Raz widziałam tam starszego pana bacę, który chyba robił sobie coś w stylu poobiedniego wypoczynku - leżał na trawie w pobliżu wejścia do szałasu i smacznie sobie spał, niespecjalnie zwracając uwagę na swoje owieczki. Może to życie bacy jest takie męczące, a może to coś innego, mniej chwalebnego... Możemy się tylko domyślać. Z Polany rozpościera się przyjemny, charakterystyczny dla Tatr Zachodnich widok na łagodne i w dużej części zalesione, górujące nad Doliną Chochołowską szczyty. Warto wziąć ze sobą folię przeciwdeszczową (chyba każdy z nas zabiera taką w góry) i rozłożyć się trochę powyżej szlaku przecinającego wzdłuż Polanę. Zainteresowani bardziej aktywnym wypoczynkiem ruszą pewnie w dalszą drogę. Ci, którzy chcą się zrelaksować i rozkoszować klimatem Tatr Zachodnich, zrobią trochę zdjęć i wrócą do domu; droga powrotna jest krótka i łatwa, trzeba tylko uważać, jeśli jest wilgotno - podłoże bywa tam bardzo śliskie, szczególnie w miejscach obrośniętych trawą na stoku. W Dolinie Chochołowskiej jesteśmy po dziesięciu minutach.

źródło: spanie.zakopane.pl

Lubię odkrywać w Tatrach miejsca zapomniane. Żeby być szczerą, nie zdarza mi się to zbyt często, chociażby dlatego, że takich opuszczonych miejsc jest w naszych górach coraz mniej, a każdy słoneczny dzień zazwyczaj wolę przeznaczyć na znaną mi i wytęsknioną od poprzedniego sezonu trasę. Tym większa więc moja radość, gdy trafiam na jedno z tych czarodziejskich, nie wiadomo czemu nieujętych w większości przewodników miejsc, które zasługują nie tylko na osobny rozdział, ale nawet własną książkę, czy wystawę fotografii. Powinno się obalić teorię, że tylko te najpopularniejsze i najczęściej odwiedzane miejsca zasługują na uwagę (chociaż ta opinia krąży i tak głównie wśród osób, które Tatr nie znają, i jeszcze nie zdążyły do końca wyrobić sobie na ich temat własnego zdania); bo nawet, jeśli przyjdziemy nad Morskie Oko o ósmej rano (albo jeszcze wcześniej, jeśli komuś niestraszna możliwość spotkania się nad ranem z jednym z tatrzańskich misiów), to będzie to i tak miejsce już dawno przez wszystkich odkryte, o którym wiadomo, że za godzinę lub dwie stanie się górskim odpowiednikiem zakopiańskich Krupówek. Gdy znajdziemy się na małej polance gdzieś na mało uczęszczanym szlaku w połowie dolnego i górnego regla, dostrzeżemy na jej środku kilka krzaków z niezerwanymi przez nikogo jagodami, będziemy powoli iść przecinającą ją przez środek, wąską ścieżką, gdzie bujna trawa i dzikie kwiaty będą nas drapać w nogi, lub gdy zauważymy, jak przyjemnie promienie słoneczne przebijają się między liśćmi drzew ograniczającym polanę, poczujemy się jak prawdziwi odkrywcy. Poszukajmy w górach trochę więcej magii, nawet, jeśli mamy ją odnaleźć w miejscach, które nie służą chwaleniu się górskimi zdobyczami, a pogoda sugeruje daleką, wielokilometrową drogę między turnie. Oczywiście, w wyższych partiach gór, czarodziejskich miejsc jest nie mniej; o tym jeszcze zdążymy tu sobie opowiedzieć. Ale nawet w nisko położonych dolinkach możemy poczuć prawdziwą, tatrzańską atmosferę, bo w końcu Tatry to nie tylko poszarpane, granitowe skały. Kto jeszcze nie próbował - gorąco polecam.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
tatrografia
Czas publikacji:
sobota, 26 kwietnia 2008 17:37

Komentarze

Dodaj komentarz

  • szmizetka napisał(a) komentarz datowany na 2008/04/26 20:50:16:

    Kolejny świetny tekst - brawa!
    Co do przechwalania się swoimi gorskimi osiągnięciami, to mam mieszane uczucia. Z jednej strony nic dziwnego, że dumni z siebie ludzie opowiadają, jak tu i tam sobie poradzili i jakie mają jeszcze plany. Z drugiej, wszystko zależy, JAK to robią: znam przypadki, które opowiadają o swoich osiągnięciach zdecydowanie deprecjonując innych, a to już niefajne. Zwłaszcza, że tacy zazwyczaj nie rozumieją, że w tym wszystkim chodzi o przyjemność i jeden czerpie ją z bicia rekordów, a drugi z "plażowania" na łączce. Czy w domu przechwalamy się też, kto ile przystanków autobusowych przeszedł, zamiast leniwie przejechać w drodze do pracy:)?
    Polana Jamy - urocza. Taka Polana Jamy to ma fajnie, podobnie jak Rusinowa - jeśli pamiętasz, co chcę powiedzieć:).

Dodaj komentarz

Kanał informacyjny

O Tatrografii

Odwiedzająca Tatry od urodzenia, z zamiłowaniem do herbaty z brusznicą w Starej Roztoce i zachodów słońca nad Witowem. Poszukująca ukrytych i niedocenianych perełek w Tatrach. Nigdy nie była na Giewoncie (i się nie wybiera).