Tatrografia

Dla tych, którzy górami potrafią żyć w dolinach

Wpisy otagowane „Zakopane”

  • piątek, 22 marca 2013
    • Czy Zakopane trzeba odkopywać?

      Skończyłam dzisiaj czytać „Zakopane odkopane” (Młynarska P., Sabała-Zielińska B. 2012). Na początek chciałabym powiedzieć, że polecam je wszystkim, bo się rewelacyjnie czyta. Książka porusza wiele różnych wątków związanych z Zakopanem, kulturą Podhala i turystyką, a wszystko to okraszone jest niezłym charakterkiem. Czasem aż za niezłym. Zanim przejdę do sedna, proszę, pamiętajcie – mi książka bardzo się podobała i chciałabym ciąg dalszy. Można się z niej wiele nauczyć, również stali bywalcy dowiedzą się kilku ciekawych historyjek związanych z Tatrami, a nowi… Hm, no właśnie.

      Wiele razy, nie wiem, ile, podczas czytania tej książki rodziło mi się w głowie pytanie: do kogo ta publikacja jest właściwie kierowana? No bo popatrzmy. Autorki nie pozostawiają suchej nitki na tłumach turystów przetaczających się przez Krupówki i górskie szlaki. Początkujący turysta czasem nie bardzo będzie wiedział, o czym jest mowa w tej książce, bo sprzedawane w niej informacje są dość szczegółowe, bez zbędnych wstępów. Będzie mu też prawdopodobnie przykro, bo autorki co krok wyrażają ubolewanie nad kondycją dzisiejszego polskiego turysty, który, ich zdaniem, niczym innym poza piciem piwa i stopniowym idioceniem się nie zajmuje.

      A moim zdaniem… Nie jest aż tak źle. Nie każdy początkujący turysta, który przyjechał pierwszy raz na Podhale, jest takim kretynem. Jeszcze nie orientuje się w nowym otoczeniu, nie zawsze wie, jak wybrać się na wycieczkę, gdzie zjeść, dokąd pójść. Ale nie oznacza to, że przyjechał tu robić burdy, upijać się do nieprzytomności, niszczyć roślinność parku narodowego i na różne inne sposoby się kompromitować. Swoją drogą, taki raczej nie kupi tej książki, bo czyta, jak to zdaje się było powiedziane, jedynie książki gwarancyjne.

      A co z turystami, którzy jeżdżą w Tatry całe życie począwszy od czasów PRL-u, znają wiele zakątków Zakopanego, interesują się historią miasta, kulturą, sztuką, czytają, zwiedzają i rozmawiają? Co z osobami, które znają Tatry sprzed lat, wtedy jeszcze puste i zdrowsze, niż dziś, i widzą stan obecny? Ci też nic nie wiedzą? Są też tacy turyści, którzy dbają o przyrodę, nie zachowują się jak dzieci na szlaku i ogólnie coś tam sobą reprezentują. Taki czytelnik poczuje się trochę urażony, bo, zdaniem autorek, jest zjawiskiem nieistniejącym. A może wszyscy turyści, bez względu na poziom przygotowania i wiedzy, są po prostu niemile widziani?

      Moim zdaniem nie wszystko, co jest nowe, jest takie złe. Nikt z nas nie żył w czasach Stanisława Witkiewicza (autorki też nie). Mamy to, co mamy: piękne Podhale i zjawiskowe góry, a u ich stóp rzeki ludzi. Też bym wolała, żeby w Tatrach było pusto, cicho i spokojnie. Wolałabym nie musieć wstawać przed piątą rano, by móc w spokoju przespacerować się do Morskiego Oka. Cóż, warunki są, jakie są. Ewentualnie można tu nie przyjeżdżać. Oczywiście – autorki napisały tę książkę z perspektywy stałego mieszkańca Zakopanego, więc w tym kontekście poziom ich zrezygnowania wydaje się zrozumiały.

      Wydaje mi się, że prawdziwych skarbów Zakopanego i Podhala nie trzeba specjalnie odkopywać spod warstwy kiczu i produktów masowej turystyki, wystarczy po prostu wiedzieć, gdzie one są i tam uderzać. Jeśli mam iść na Krupówki, wiem dokładnie, co i gdzie chcę załatwić. Wiem, gdzie odbić w bok, by nie musieć przeciskać się między tłumami. Wiem, jakie doliny kiedy będą puste i o której robią sprzątanie w schronisku w Pięciu Stawach. Czy nie istnieję? :)

      Wszystkim wielbicielom Tatr bardzo polecam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Czy Zakopane trzeba odkopywać?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tatrografia
      Czas publikacji:
      piątek, 22 marca 2013 15:55
  • wtorek, 21 sierpnia 2012
    • Tatrografia za kółkiem radzi

      Ja już wróciłam z gór, ale być może niektórzy jeszcze tam są, lub dopiero planują wyjazd. Dlatego, ku przestrodze, dobra rada :).

      Drodzy Kierowcy! Na Podhalu NAPRAWDĘ są radary. Nie widać ich, bo są jednego dnia tu, drugiego tam. Może nie we wszystkich miejscach na drodze ograniczenia do czterdziestu na godzinę są przyjemne i niezbędne, ale - jakiś powód musiał być, na przykład pijani turyści wpadający pod koła, lub kolonie i obozy z kosmosu, wyprane z wiedzy o bezpieczeństwie na chodniku. ALE jak piszą czterdzieści, jedziesz czterdzieści. Dlaczego? (poza tym, że przepisy drogowe są głównie po to, by ich przestrzegać?)

      Bo, drodzy Kierowcy, może i lubicie podjeżdżać mi i siedzieć na ogonie tak, że nie widzę nawet Waszego zderzaka (chętnie przyjmiemy darmową renowację bagażnika, ale może akurat nie na wakacjach), albo wyprzedzać nas z użyciem długiego klaksonu. ALE - to DO WAS pewnego pięknego dnia przyjdzie listonosz z mandatem o nadawcy Straż Gminna Kościelisko i z informacją, że tam, gdzie było 40, jechaliście 60. Mniejsza już o stówkę, czy dwie, gorzej, że zabierają za to punkty. Dostaliśmy taki mandat wiosną, więc od tego lata jeździmy przepisowo jak nauka jazdy.

      Można sobie wyprzedzać, jak macie dużo kasy i punkty Wam niestraszne (?), ale trąbienie jest nie na miejscu. Zwłaszcza tam, gdzie stoją znaki przestrzegające przed radarami. Pewnie schowane są u wójta lub za murkiem wokół kościoła ;).

      Tegoroczny wyjazd zaowocował też kilkoma nowymi odkryciami, więc zostańcie z nami!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tatrografia
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 sierpnia 2012 12:21
  • wtorek, 07 sierpnia 2012
    • Tatrografia już nie poleca...

      To będzie krótka notka, gdyż właśnie jestem w Tatrach i zajmuję się zasadniczo innymi rzeczami, niż internet ;). Natomiast pod wpływem emocji postanowiłam na szybko podzielić się z Wami moją nową opinią o kawiarni Dworzec Tatrzański: już nie polecam! Chciałyśmy się napić z mamą kawy. Weszłyśmy nieśmiało na górę, bo tak pusto dookoła, ale zresztą tak, jak zawsze - moim zdaniem ważną zaletą tego miejsca jest właśnie to, że zawsze znajdzie się wolny stolik, jest kameralnie i miło. To znaczy, było. 13.45, zaglądamy do głównej sali i już widzimy, że najwyraźniej zamknięte - stoliki do góry nogami. Robimy krok do tyłu, po czym słyszymy panią, która tam pracuje (kierowniczka? organizatorka?), jak, patrząc na nas z odległości jakichś dwóch metrów, mówi pełnym głosem do telefonu "Poczekaj, jacyś ludzie przyszli" (jacyś - ja i mama, w sensie). Cóż, potwierdziła nam tylko, że zaprasza od trzeciej, czyli za godzinę. Gości wprawdzie nie było, lecz pracować jakoś trzeba, to nie będziemy przeszkadzać.
      Ponieważ drugi raz z rzędu nie udało nam się dostać do Dworca z powodu godzin otwarcia (a jeszcze w lipcu otwarte było jakoś wcześniej, niż o trzeciej), to wydaje mi się, że już nie mam ochoty tam wracać. Za to polecam Tygodnik Podhalański, z którego właśnie piszę te słowa :).
      Dziś była świetna akcja edukacyjna w Kościeliskiej dotycząca bezpieczeństwa w górach, polecam!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Tatrografia już nie poleca...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tatrografia
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 sierpnia 2012 14:11

Kanał informacyjny

O Tatrografii

Odwiedzająca Tatry od urodzenia, z zamiłowaniem do herbaty z brusznicą w Starej Roztoce i zachodów słońca nad Witowem. Poszukująca ukrytych i niedocenianych perełek w Tatrach. Nigdy nie była na Giewoncie (i się nie wybiera).