Tatrografia

Dla tych, którzy górami potrafią żyć w dolinach

Wpisy otagowane „Rusinowa Polana”

  • środa, 29 sierpnia 2012
    • Spod Wołoszyna do Wodogrzmotów

      Chciałabym podzielić się dziś moimi wrażeniami ze szlaku, na którym, zdaje się, nigdy wcześniej nie byłam, bo zwykle wydawał mi się pośrodku niczego i nigdy nie miałam po drodze, by tam pójść. Co więcej, cała trasa zaskoczyła mnie pod względem swej długości i czasochłonności - i nie tylko mnie, dla podkreślenia efektu. Coś, co miało być ot taką wycieczką na rozchodzenie przed Pięcioma Stawami, okazało się ponad trzygodzinną wędrówką, która dała popalić nogom jednego z moich towarzyszy :(. Do rzeczy. (Na zdjęciu jedna z Czytelniczek :D).

      Szlak z Polany pod Wołoszynem do Wodogrzmotów (fot. Tatrografia)

      Mam na myśli czerwony szlak z Polany pod Wołoszynem do... właściwie dokąd? Tutaj zaczynają się moje wątpliwości i da się odczuć klimacik tego miejsca. Droga prowadzi do szlaku do Morskiego Oka, upraszczając - do okolic Wodogrzmotów. To ta dziwna i ciemna ścieżka, która odchodzi w górę w bok, gdy wspinamy się do Morskiego Oka i Wodogrzmoty są bliżej, niż dalej. Tego dnia przeszliśmy Siedlarską Drogą do Rusinowej, dalej czarnym szlakiem do Polany pod Wołoszynem (przy akompaniamencie moich stwierdzeń, że miało być po płaskim!!! a przynajmniej tak było w 1998) i z Polany do Wodogrzmotów, skąd udaliśmy się na nocleg do Roztoki (to była najfajniejsza część wycieczki). Dzisiaj jednak będzie o odcinku między Polaną pod Wołoszynem, a asfaltówką.

      Szlak z Polany pod Wołoszynem do Wodogrzmotów (fot. Tatrografia)

      Ten szlak jest dziwny. Wiedzie Głębokim Żlebem obok Dziadowej Skały, której nie odnotowałam. Dość stromy, nie chciałabym iść tamtędy pod górkę. Dookoła powycinane, powalone lub chore drzewa (to chyba uroda rejonu, bo wokół Rusinowej ciągle jest jakaś wycinka). Ścieżka jest dość urocza, bo wąska i zarastająca wysokimi trawami, krzaczkami i chaszczami. W kilku miejscach rozciąga się panorama na prawdopodobnie słowackie Tatry. Dziwność szlaku polega jednak przede wszystkim na tym, że idąc nim, znajdujemy się na sporej wysokości, czego wcześniej się nie odczuło - chyba, że idąc do Wołoszyna, ale tam też nie było znowu tak źle. Nagle orientujesz się, że jesteś w całkiem widokowym miejscu, z którego cały czas idziesz w dół, w pewnym momencie zanurzając się w rzadki las, który ciągnie się aż do Drogi Oswalda Balzera. Na dokładkę dodam, że wszystkie widoczne szczyty są nieco oddalone i schowane za drzewami.

      Szlak z Polany pod Wołoszynem do Wodogrzmotów (fot. Tatrografia)

      Może wpłynęło na to moje przeświadczenie, że regle Tatr Wysokich są tajemniczym obszarem, który cały czas ma atmosferę w stylu "cisza przed burzą". Myślę, że nie chciałabym tamtędy iść sama, ale jednocześnie chciałabym tam jeszcze wrócić - na przykład przedłużając ten szlak, idąc z Równi Waksmundzkiej.

      Szlak z Polany pod Wołoszynem do Wodogrzmotów (fot. Tatrografia)

      Na koniec krótkie sprostowanie na temat czasu przejścia, który podają mapy - dwadzieścia minut z Rusinowej na Polanę pod Wołoszynem czarnym szlakiem to wierutne kłamstwo! Trzydzieści minimum, a jak chcecie porobić zdjęcia na moście w połowie drogi, to czterdzieści. Co więcej - wydaje mi się, że miejsce, które wszyscy uznają za docelową polanę, to tylko jej przedsionek. Kawałek dalej, tam, gdzie jest rozstaj szlaków, miejsca jest dużo więcej i jest bardziej stromo. Tylko nie ma takiej uroczej trawki pośród drzew i ciszy niosącej echo Waszych rozmów :).

      Szlak z Polany pod Wołoszynem do Wodogrzmotów (fot. Tatrografia)

      Na wycieczkę w ten rejon koniecznie zabierzcie mapę. Opisy na szlakowskazach bywają tam mylące, np. pod Wołoszynem skierują Was do Starej Roztoki, chociaż bardziej zrozumiała byłaby droga do Morskiego Oka a przynajmniej Wodogrzmoty.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tatrografia
      Czas publikacji:
      środa, 29 sierpnia 2012 13:53
  • niedziela, 10 czerwca 2012
    • Na Krzyżne z regli

      Oglądałam sobie dzisiaj mapę w poszukiwaniu nowych ciekawych miejsc do opisania i zaczęłam natrafiać na relacje internautów, którzy wybrali się na Krzyżne z Palenicy Białczańskiej. Wszystko ok, tylko, że oni poszli tam przez Rusinową. I tak zaczęłam kombinować... I aż zdziwiłam się, że nigdy nie przyszedł mi ten wariant do głowy!

      (źródło: Wikimedia, fot. J.Opioła, licencja GNU)

      Jak wiadomo, na Krzyżne prowadzi, między innymi, szlak z Doliny Gąsienicowej. Ale do niej przecież można dostać się z Rusinowej i Gęsiej Szyi. Co więcej, rozmieszczenie szlaków w tym rejonie umożliwia zgrabne skrócenie sobie trasy - od czego są czarne szlaki. To byłaby bardzo ciekawa trasa, ale niestety jedna z tych, które trochę nie mieszczą się w głowie. Moją główną obawą jest... czas dojścia na górę, bo to jednak kawał drogi.

      Drodzy Czytelnicy, czy ktoś z Was przeszedł następującą trasę i mógłby podzielić się swoimi doświadczeniami:

      Wierch Poroniec - Rusinowa - Gęsia Szyja - Rówień Waksmundzka - Hala Pańszczyca (na rozwidleniu szlaków wybieramy szlak czarny w stronę Krzyżnego, a nie zielony do Murowańca) - żółty szlak na Krzyżne przez Czerwony Staw?

      Rówień Waksmundzka (źródło: Wikimedia, foto K.Dudzik, licencja GNU)

      Czy to w ogóle jest do ugryzienia? Jawi mi się to jako jakieś cztery-pięć godzin wchodzenia ze świadomością, że jeszcze kawał drogi przed Tobą, ale w sumie przez Murowaniec czy Pięć Stawów krócej nie będzie. Szłam kiedyś z Rusinowej do Murowańca. Bardzo długi szlak, choć dziwnie wyludniony. Ładne widoki, na zmianę pod górkę i w dół i za każdym razem myślisz, że to już koniec - a tu jeszcze następna górka. Droga kończy się, gdy przestaniesz o niej myśleć - wtedy nagle wyrasta Ci pod nogami schronisko. Wszystkie osoby, z którymi rozmawiałam, mają podobne wrażenie.

      Dolina Pańszczyca (źródło: Wikimedia, foto J.Opioła, licencja GNU)

      To by mogło być dość niezwykłe doświadczenie. Fajnie, bo pewnie pusto, nie trzeba się wspinać Skupniowym Upłazem (ale trzeba na Gęsią Szyję), dużo kanapek na drogę i piąta rano. Chociaż i tak, mimo to, nie wiem, czy podjęłabym się czegoś takiego. Jednak Doliną Roztoki idzie się prosto i do celu, są jacyś ludzie dookoła (wolę, gdy jest pusto, ale na dłuższą metę...), a te regle to tak jakoś... Ale ciekawa jestem Waszych opinii :).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Na Krzyżne z regli”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tatrografia
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 czerwca 2012 12:41
  • piątek, 30 grudnia 2011
    • Pierwszy spacer w Nowym Roku

      Zastanawiałam się ostatnio, jak to jest, spędzać Sylwestra w górach. Może się to wydać dziwne w przypadku osoby, która swojego czasu odwiedzała Tatry cztery razy w roku, ale jest to faktem - nigdy nie wyjechałam na Sylwestra do Zakopanego ani na Podhale. Słyszałam różne opowieści o tej formie obchodzenia Nowego Roku. Wśród nich górują straszne relacje na temat zajętych stolików na Krupówkach do tego stopnia, że tworzą się kolejki, oraz o korkach na Zakopiance i zasypanych torach. Podejrzewam, że z Krupówek na Sylwestra można zwyczajnie zrezygnować i spędzić ten wieczór przy oknie i świecach w którejś z góralskich wsi, ale do tego akurat Sylwester jest niepotrzebny. Jutrzejszą noc spędzam w Warszawie na domowej imprezie - jeszcze nie nadszedł dla mnie czas na weryfikowanie zakopiańskich sylwestrowych legend.

      Przyszła mi do głowy natomiast inna myśl. Sylwester trwa tak naprawdę jeden wieczór, ale następnego dnia zaczyna się prawdziwe święto: Nowy Rok. A gdyby tak spędzić pierwszego stycznia... na szlaku? O ile urlop na to pozwala, pierwszego dnia nowego roku dobrym pomysłem mógłby być spacer po tatrzańskich dolinach. Jak coś w rodzaju dobrej wróżby na nowy rok.

      Gdybym zatem wybrała się w Tatry na przełomie grudnia i stycznia, potrzebowałabym planu, jak spędzić ten wyjątkowy styczniowy dzień. Przychodzi mi do głowy kilka pomysłów, a wszystkie biorą pod uwagę styczniowy śnieg i chęć dłuższego pospania:

      1. Śniadanie w Starej Roztoce. Pewnie spotkalibyśmy na miejscu mieszkańców schroniska, którzy odsypialiby intensywny wieczór. Herbata "Roztoka" i rujnujące kieszeń śniadanie byłoby dobrym początkiem nowego roku.

      2. Dolina Kościeliska. Najlepiej mi znana dolina, którą można przejść nawet z zamkniętymi oczami (co po sylwestrowych toastach może być przydatną umiejętnością). Tylko po co z zamkniętymi.

      3. Dolina Strążyska, ponieważ byłaby prawdopodobnie bardziej pusta, niż Kościeliska. Chociaż większość dolin byłaby bardziej pusta, prawdę mówiąc. No i ta bliskość Giewontu, chociaż nigdy na nim nie byłam, byłaby dobrym znakiem na tatrzański nowy rok.

      4. Kasprowy. Czy ktoś wie, czy pierwszego stycznia kolejka działa? Jeśli tak, to w tym konkretnym przypadku raczej nie pośpimy - chyba, że stada skacowanych narciarzy nam nie przeszkadzają. Inaczej trzeba stawić się w Kuźnicach wcześnie rano.

      5. Rusinowa Polana - zimowy pustostan, cisza, panorama Tatr Wysokich, jeśli chmury się rozejdą. To bardzo magiczne miejsce, takie trochę domowe, prywatne. Tutaj przydałby się termos z herbatą. Chyba idealna opcja na Nowy Rok.

      Zakopane pewnie jak co roku przeżyje sylwestrowy najazd turystów. Potem dwa tygodnie przerwy i czas ferii mazowieckich i wszelkich innych. A potem nagle okazuje się, że... już za chwilę wiosna :).

      Wszystkim Czytelnikom życzę wielu powrotów w góry w Nowym Roku!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tatrografia
      Czas publikacji:
      piątek, 30 grudnia 2011 18:21

Kanał informacyjny

O Tatrografii

Odwiedzająca Tatry od urodzenia, z zamiłowaniem do herbaty z brusznicą w Starej Roztoce i zachodów słońca nad Witowem. Poszukująca ukrytych i niedocenianych perełek w Tatrach. Nigdy nie była na Giewoncie (i się nie wybiera).