Tatrografia

Dla tych, którzy górami potrafią żyć w dolinach

Wpisy otagowane „Witkiewicz”

  • piątek, 05 kwietnia 2013
    • Na przełęczy 2013

      Niedawno ukazał się reprint pierwszego wydania (1891) „Na przełęczy” Stanisława Witkiewicza. Doczekałam się wreszcie tej książki, chociaż tuż przed jej wydaniem udało mi się dostać w Internecie zawartość „Na przełęczy” w pewnym zbiorze pism Witkiewicza. Warto wiedzieć, że dostępny dziś w księgarniach reprint zawiera tylko jedną część tego, co Witkiewicz napisał pod tym samym zbiorczym tytułem. Kolejne po XIX w. wydania były po prostu rozbudowywane i powiększane o kolejne części. Niemniej warto zajrzeć do pięknie wydanej dziś książki i popodziwiać nie tylko tekst, ale i ilustracje, a nawet… czcionkę.

      Książka zawiera przede wszystkim bardzo malownicze i poetyckie opisy Tatr. Jest napisana tradycyjnym językiem, ale to nie przeszkadza w czytaniu, trzeba się tylko trochę przestawić. Na romantyczne opisy i widoczki byłam przygotowana, ale na trafne i zabawne uwagi o ludziach i różnych sprawach już nie. To jest ogromna zaleta tego dzieła i dzięki niej książka jest ponadczasowa. Dlatego też polecam Wam "Na przełęczy", bo można się trochę uśmiać, głównie z siebie samego. Witkiewicz okazał się postacią bardziej ludzką, spostrzegawczą i z krwi i kości. Żegnaj patosie i drętwa nudo.

      Poniżej kilka fragmentów, w poszukiwaniu reszty polecam wycieczkę do księgarni. Pisownia oryginalna. Na początek mój ulubiony cytat.


      „(…) – To jest tak piękne jak balet! – zawołał pewien turysta, patrząc na grupę młodych górali, smukłych, zgrabnych, ubranych w białe, wiszące na ramionach cuhy, i białe obcisłe spodnie, znaczone granatowym i czerwonym sznurkiem.

      Zdanie to tak pochlebne dla baletu, zawiera w sobie o tyle prawdy, o ile człowiekowi przywykłemu widzieć zręczne ruchy i piękne pozy tylko w teatrze, musi z konieczności teatr służyć za miarę piękna.”

      Na przełęczy, S. Witkiewicz (2013), źródło: ltw.com.pl

       

      „(…) Goście ci są jednem z najwdzięczniejszych zbóż do uprawy. Zwłaszcza z początku, kiedy wymagania ich były nadzwyczaj małe, a ilość zostawianych dutków nieproporcjonalnie wielką, panowie nie ustępowali w plenności nawet pszenicy.”

      „(…) Gość, który chce wszystko dostać jak najtaniej, nie widzi, że robi to samo, co góral, który chce wziąć jak najdrożej. Jest to bardzo charakterystyczne, że ludzie z Warszawy mają lepszą sławę u górali od Galicyan. Widocznie Warszawiak, i w ogóle człowiek z tej strony granicy, przynosił więcej entuzjazmu i z większą łatwością wyzbywał się z gotówki.”

      To wiele wyjaśnia :).

      „(…) W takich chwilach rozpaczy, rzadki chyba filister powstrzyma się od przeklinania Tatr, „polskiego gospodarstwa” i „naszej blagi”, a nade wszystko takiego chyba niema, któryby z właściwą sobie logiką, nie winił za swoje cierpienia prof. Chałubińskiego. On winien, że deszcz jest mokry, że (…) jest ciemno i zimno; że nie ma innej, niż owsianej słomy, że pluskwy tną, że lampa źle się pali, że woda nie chce się gotować… że kluczyki od kufra gdzieś się zapodziały, że się stłukła butelka koniaku… nie mówiąc już o tem, że gdyby nie Chałubiński, niktby przecie do Tatr nie jechał, a możeby ich nawet wcale nie było!

      - Takie rzeczy tylko u nas mogą się dziać! – woła, tarzając się w szeleszczącej owsianej słomie i myśląc o swoim sprężynowym materacu i żelaznem lakierowanem łóżku.”


      Wiatr Halny, S. Witkiewicz, źródło: pinakoteka.zascianek.pl

       

      „(…) Jak licho też wyglądają, przy takiej chałupie jakiegoś Kuby czy Wojtka, domy i wille stawiane w Zakopanem przez „gości przez panów!”. Kosmopolityczna bezbarwność z przymieszką tandetnej szwajcarszczyzny, która niestety! zaraża dziś górali budujących się na spekulacją, prędko, licho i odpowiednio do gustu panów, którzy tu mają mieszkać.”


      „(…) Filister, który z pewnemi ostrożnościami schodził w dół, ulicą Bednarską, teraz z lekkiem sercem toczy się z przełęczy Zawratu razem z kamieniami. On, którego przerażała każda kropla deszczu, spadła na świecący cylinder, który miał do błota i wilgoci wstręt taki, jak gdyby był warszawskim estetykiem, dziś wierzy, że wszystko to, tu w Zakopanem, jest zdrowe. Deszcz pada! Nic nie szkodzi!”


      Stanisław Witkiewicz [Public domain], via Wikimedia Commons

       

      „(…) Te pamiątki, które goście wywożą z Zakopanego, te małe sprzęciki drewniane, oprócz napisu „Zakopane” nie mają w sobie nic, coby przypominało Tatry.”

      Zgadzam się! Najlepszą pamiątką z Zakopanego są zdjęcia z wycieczek, żadne drewniane dziwadło tego nie zastąpi. Chociaż artykuły kuchenne spod Gubałówki mają swój sens.

       

      „(…) Obok nich młodzi, ze świeżym zapałem, często przebrani po góralsku, obwieszeni tórbkami, flaszkami, aneroidami, pędzą lekkomyślnie i naoślep w góry. Są też często utrapieniem przewodników, którzy o nich mówią mniej więcej w ten sposób: Gawiedź młoda, plugawe, kopowe psy, przeklęte dyabły!”

      Czy to o szpanerach, którzy więcej mówią, niż robią? ;) Ale umówmy się, kto z nas chociaż raz...


      Morskie Oko, S. Witkiewicz, źródło: mykrak.com

       

      „(…) Jeżeli komu jest bezwzględnie dobrze w Zakopanem, to dzieciom. (…) Ta natura górska tak potężna, niezwykła, wyrazista, przykuwa ich uwagę, roznieca wyobraźnię, kładzie na ich wrażliwej myśli obrazy jasne, konkretne dobitne – uczy ich i bawi lepiej, niż ciasny, zapakowany między czterema ścianami miejski ogródek freblowski, z jego wszystkiemi przyrządami do uprawy umysłu.”

       

      „(…) Coraz ciemniej, coraz zimniej i coraz wilgotniej. Przed nami błyska jakieś światło.

      - Zakopane?

      - O ni! – odpowiada furman, dodając jakąś nazwę, kończącą się na… ówki. Co zresztą nas niczego nie uczy i nic nie obchodzi.

      - A daleko jeszcze?

      - Nie prec! Nie prec!”

      Krokusy, S. Witkiewicz, źródło: pinakoteka.zascianek.pl

       

      I jeszcze jeden, choć nie ostatni, powód, by sięgnąć po tę książkę. Ktoś tu wspominał o poezji.

       

      „(…) Perłowy brzask wschodu roztaczał się jasnem półkolem. (…) Ze wschodu na zachód kładły się olbrzymie cienie, - powietrzne, błękitne, porozrywane jaskrawo świecącemi wierzchowinami lasów, - dachami dalekich chałup, połyskującymi jak metal, i okrągłemi szczytami pagórków, na których drgała, w blaskach słońca, obfita, ciężka rosa. Cała dolina zdawała się kobiercem z granatu i zieleni, haftowanym złotem i purpurą. Od południa piętrzyły się góry. Spodem ciemne lasy regli; wyżej zielone upłazy, z których wznosiła się szaro-błękitnawa ściana skał nagich, szczerbata, poorana bruzdami, najeżona u szczytu zębami wichrów bezładnych i świecących różowo. (…) Z rozpadlin jarów ulatywały białe kłaczki mgieł, wiły się chwilę około ciemnych świerków i rozpływały się w nicość przed blaskiem słońca. Cicha jasna i rzeźwa pogoda śmiała się z całego widnokręgu.”


      Pomyślelibyście?

       

      Źródło: Witkiewicz S. (2013), Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr, Wydawnictwo LTW, Łomianki. Podstawą reprintu jest wydanie pierwsze: Nakład Gebethnera i Wolffa, Warszawa 1891.

      Grafiki: ltw.com.plpinakoteka.zascianek.pl, mykrak.com, wikimediafoundation.org.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tatrografia
      Czas publikacji:
      piątek, 05 kwietnia 2013 15:00

Kanał informacyjny

O Tatrografii

Odwiedzająca Tatry od urodzenia, z zamiłowaniem do herbaty z brusznicą w Starej Roztoce i zachodów słońca nad Witowem. Poszukująca ukrytych i niedocenianych perełek w Tatrach. Nigdy nie była na Giewoncie (i się nie wybiera).