Tatrografia

Dla tych, którzy górami potrafią żyć w dolinach

Wpisy otagowane „Dolina Kościeliska”

  • wtorek, 06 września 2016
    • Polana Stoły po nowemu

      Wakacje się skończyły, wkrótce Tatry będą mogły trochę odetchnąć od wyjątkowego w tym roku oblężenia. Chociaż mój pobyt w górach obejmował końcówkę sierpnia, niemal do końca było bardzo dużo ludzi. Tak sobie myślę, że za rok jednak ten tydzień-dwa później. Chociaż wtedy to i temperatury są inne. Nawet teraz dostrzegłam różnicę między porankami i wieczorami po przyjeździe, a tymi tuż przed powrotem.

      Jak to zwykle w Tatrach bywa, wakacje pozwoliły na dokonanie kilku małych odkryć. Niby większość odwiedzonych szlaków już znałam wcześniej, ale jednak spogląda się inaczej na jakąś trasę po kilku czy kilkunastu latach nieobecności. Sam teren też się zmienia, chociażby po wiatrołomie w 2013 roku.

      Zacznę od końca, czyli od ostatniej wycieczki, którą odbyłam mniej niż tydzień temu. Na podsumowanie wyjazdu wybraliśmy się na Polanę na Stołach, Stoły, Halę Stoły, jak kto woli. Chciałam odwiedzić miejsce, w którym na pewno będzie mało ludzi, a do którego nie zaglądałam od lat. I rzeczywiście, wydaje mi się, że ostatni raz byłam tam w dzieciństwie. Na Stoły prowadzi szlak w prawo z Kościeliskiej, jakieś 20 minut od domku z biletami.


      Polana na Stołach, fot. Tatrografia

       

      Hala Stoły widziana z Polany Upłaz, fot. Jerzy Opioła, źródło: Wikimedia, GNU

      Tym razem szlak okazał się wredny i męczący :). Odległość nie jest duża nawet na mapie, ale droga mocno daje w kość, bo prowadzi cały czas pod górkę lasem. W zasadzie nie daje ani chwili wytchnienia.

      Obecnie początek szlaku, jakieś sto metrów, został odremontowany. Droga wyłożona jest ładnie i równo jasnymi (jeszcze) kamieniami, coś w stylu większego żwiru. Za moment się kończy, ścieżka się zwęża, dochodzi do mostku, skręca mocno w lewo i od tej chwili zaczyna się horror.


      Szlak na Halę Stoły, fot. Tatrografia

       

      Po wiatrołomie teren wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś. Wszędzie powalone drzewa, ale da się spokojnie przejść. Brak drzew ma zaletę pod tytułem lepsze widoczki na okolicę :). Gdy zobaczycie przed sobą wielką górę z powalonymi drzewami - tak, właśnie na nią trzeba wejść, a to i tak jeszcze nie koniec.

       

      Szlak na Halę Stoły, fot. Tatrografia


      Szlak na Halę Stoły, fot. Tatrografia

       

      Tuż przed docelową Polaną jest mniejsza polanka Stoły Niżne. Powoli zarasta, jak i same Stoły. Miałam przez chwilę ochotę poprzestać na tych Stołach Niżnych, ale pomyślałam, że wszyscy obiecują, że to jeszcze tylko dziesięć minut, więc bez przesady, damy radę. Już wolę Skupniów Upłaz - serio.


      Polana Niżne Stoły, fot. Tatrografia


      Początek Hali Stoły, fot. Tatrografia

      Kiedyś wydawało mi się, że Hala Stoły to kawał rozległej przestrzeni. Teraz polana bardzo skurczyła się w moich oczach. A może to ja podrosłam? :) Na miejscu są trzy szałasy i tyle samo naturalnych ław - pni drzew do siedzenia. A posiedzieć warto, bo mamy przed sobą piękny widok na Ciemniak, Polanę Upłaz (tak tak, tę na szlaku Twardym Upłazem) i nawet na Przysłop Miętusi. I w tym momencie właśnie ogarnia Cię jakaś niewypowiedziana tęsknica... Jest coś takiego w tym miejscu, że robi się trochę nostalgicznie i już chcesz wracać w góry, mimo że dokładnie teraz w nich jesteś.


      Hala Stoły, fot. Tatrografia

       

      Hala Stoły, fot. Tatrografia


      Więcej ciekawostek o Polanie Stoły

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tatrografia
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 września 2016 13:24
  • niedziela, 29 lipca 2012
    • Tatry dla początkujących

      Była już mowa o pomysłach na noworoczne i majówkowe wycieczki. Nadszedł czas na krótki przewodnik dla osób planujących dłuższy urlop w Tatrach, a które albo nigdy tam nie były (choć szczerze wątpię, czy takowe tu zaglądają :)), albo ledwo pamiętają, jak tam jest. Tym samym przedstawiam Wam moje pomysły na wycieczki, które pozwolą zarówno zobaczyć, jak i poczuć to, co w górach najlepsze, bo, uwaga, zobaczyć i poczuć to nie to samo. Zresztą, wiadomo.

      Moja pierwsza wskazówka będzie dotyczyła końca wakacji - czyli powrotu z Zakopanego (tak, jak rezydenci w hotelach za granicą spotkania informacyjne zaczynają od informacji o powrocie do Polski). Lepiej wyjechać wczesnym rankiem, niż stać w korkach na Zakopiance po południu. Rano drogi są luźniejsze, po południu więcej ludzi jedzie, jak już się wyśpią, najedzą i zahaczą jeszcze o Krupówki. Wczesny wyjazd z Zakopanego z pewnością jest świętą zasadą w przypadku powrotów w niedzielę. Tak więc, budzik na okolice 7 rano i szybko do Krakowa, potem już będzie łatwiej.

      Na razie jednak jeszcze nie wracamy, zatem dokąd warto się wybrać na początek naszej przygody z górami?

      Trasa 1. Dolina Kościeliska - każdy o niej słyszał i pewnie każdy chciałby zobaczyć. Pobudka wcześnie rano, by wyprzedzić dzikie tłumy, które wejdą na szlak między 10 a 11. Po szarlotce i herbacie w schronisku na końcu doliny polecam krótki, choć intensywny spacer nad Staw Smreczyński - jedyne w swoim rodzaju jezioro, piękny klimat i bajkowe widoki. Dla żądnych przygód, w drodze powrotnej można przejść Wąwozem Kraków, odgałęzieniem Kościeliskiej pokrytym rumowiskiem skalnym, ale jeśli jesteśmy początkujący, to wróćmy tą samą drogą i nie wchodźmy do jaskini po drabinie znajdującej się na końcu wąwozu.

      Trasa 2. Dolina Gąsienicowa - dobra okazja, by zobaczyć trochę Tatr Wysokich i górskich jezior. W Kuźnicach wybieramy szlak wiodący przez Skupniów Upłaz i po ok. dwóch godzinach jesteśmy w schronisku Murowaniec. Tutaj pojawiają się dwie dalsze opcje: krótsza wycieczka nad Czarny Staw Gąsienicowy (obowiązkowo trzeba go zobaczyć!) lub dłuższa, czarnym szlakiem między stawami na Przełęcz Karb pod Kościelcem i stamtąd w dół nad Czarny Staw Gąsienicowy. Tutaj musimy zarezerwować sobie trochę więcej czasu, ale polecam ten drugi wariant. Szczególnie miłośnikom przyrody i świętego spokoju.

      Trasa 3. Dolina Pięciu Stawów lub Morskie Oko. Wybór zależy od naszej kondycji i doświadczenia górskiego (jeśli brakuje nam obu, polecam Morskie Oko). W przypadku obu tych wycieczek, trzeba wstać niemiłosiernie wcześnie rano i wziąć dużo wody do picia. Znad Morskiego Oka można wybrać się nad Czarny Staw pod Rysami. Polecam, bo pozwala spojrzeć na Morskie z nowej perspektywy, a klimat też jest bardziej wysokogórski. W Pięciu Stawach z kolei, gdy już posilimy się w schronisku, warto przejść się dnem doliny wzdłuż stawów. Zupełnie niewysiłkowy spacer, a wspaniałe widoki.

      Trasa 4. Rusinowa Polana. Polecam szlak z Wierch Porońca, bo krótszy, łatwiejszy i niemal w całości zupełnie spacerowy. Na Rusinowej w ładny dzień można zrobić kilka pocztówek z owieczkami i panoramą Tatr Wysokich. Jako drogę powrotną można wybrać szlak w kierunku Starej Roztoki, wtedy wchodzimy na chwilę na drogę do Morskiego Oka, dochodzimy pod górkę do Wodogrzmotów Mickiewicza i schodzimy w dół do schroniska w Starej Roztoce. W ten sposób mamy dwa piękne miejsca w jeden dzień, chociaż w okolicach Roztoki o tej porze będzie już dość tłumnie (ale nie w samym schronisku).

      Trasa 5. Dolina Chochołowska. Zwłaszcza dla wielbicieli rowerów. Dolina cieszy się mniejszym zainteresowaniem, niż Kościeliska, a więc będzie tu spokojniej.

      Odradzam Kasprowy, bo w gruncie rzeczy nie ma tam nic takiego, czego nie znaleźlibyśmy na innych pobliskich szczytach. Jak chcemy zobaczyć ładne widoki, idźmy na Czerwone Wierchy z Hali Kondratowej. Ja wiem, że na Kasprowy się łatwo wjeżdża, człowiek się nie męczy i ogólnie nie trzeba nic robić, ale żeby ten dzień w ogóle miał sens, trzeba być w Kuźnicach pod kolejką o jakiejś nienormalnej porze, pewnie przed 5 rano. A potem i tak czekać, bo kolejka jeździ w sierpniu od, zdaje się, 7 lub 7.30. W sezonie wakacyjnym nie ma najmniejszego sensu przyjeżdżać pod kolejkę później, niż 8 rano (choć nie wiem, czy nawet to nie jest za późno) - tłumy są ogromne i stoi się kilka godzin w oczekiwaniu na wagonik. Na szczycie poza obserwatorium nic nie ma, tzn. jest Dominium Pizza. Wow. Moim zdaniem Kasprowy ma sens wtedy, gdy idziemy gdzieś dalej.

      To tyle póki co, jeśli chodzi o warte zobaczenia punkty na mapie Tatr :).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tatrografia
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 lipca 2012 14:27
  • poniedziałek, 30 stycznia 2012
    • Szlak, który pojawia się i znika

      Przyznam się dzisiaj do pewnego odkrycia, którego dokonałam, przyglądając się mapie w poszukiwaniu miejsca, o którym mogłabym napisać kolejną notkę. Odkrycie to jest, jak się zaraz okaże, mało chwalebne, ale jednocześnie należy do gatunku tych, które lubię najbardziej na świecie. Mianowicie, patrząc po raz nie wiem który (setny? trzysetny?) na mapę Doliny Kościeliskiej, zobaczyłam COŚ NOWEGO.

      Weźcie pierwszą z brzegu, zwyczajną mapę Tatr, i znajdźcie szlak prowadzący Doliną Kościeliską. Pewnie nie trzeba Wam do tego mapy, ale będzie potrzebna zaraz do czegoś innego. Uwaga, mapa powinna być z gatunku tych tradycyjnych, co to mają piętnaście lat i więcej, mają podarte krawędzie i wielkie dziury w miejscach zgięcia. Nowe mapy mogą niestety mieć już umieszczoną informację, o którą mi chodzi, i wtedy cała zagadka przepada.

      Dolina Kościeliska (foto: Tatrografia)

      Obok Kościeliskiej, idąc od Kir, mamy po kolei Wyżnią Mięstusią Kirę, zwaną patelnią, a za chwilę Bramę Kraszewskiego, skąd idzie się w lewo do źródeł i Jaskini Mroźnej i w prawo na Stoły. Idziemy prosto dalej, do przodu... i nagle na mapie pojawia się jakiś króciutki szlak z kosmosu po lewej stronie drogi, który prowadzi pod coś, co się nazywa Głuchą Skałą. Dodam, że Polana Pisana wraz z pozostałymi jaskiniami jest kawałek przed nami.

      Początkowo nie byłam pewna, czy ta czarna kreseczka na mapie to rzeczywiście szlak, ale po porównaniu tego z innymi znakami na mapie stwierdziłam, że zdecydowanie - to jest szlak. Jaka ścieżka odchodzi od Kościeliskiej w lewo za Mroźną, a chwilę przed Mylną?

      Dolina Kościeliska (foto: Tatrografia)

      Google w niczym mi nie pomogły, podpowiedziały jedynie, że Głucha Skała jest wybitną skałą nad Doliną Kościeliską i Potokiem Kościeliskim, a jej nazwa bierze się stąd, że gdybyśmy sobie pod nią stanęli, to szum potoku zagłuszy nam rozmowę. Nigdzie nie czytałam o Głuchej Skale i nie słyszałam, żeby dało się ją z bliska obejrzeć - a przecież jak byk prowadzi pod nią szlak, a w każdym razie w jej okolice.

      Odpowiedź przyszła sama, gdy przebiegłam wzrokiem centymetr w dół mapy. Otóż, czarna kreseczka oznaczająca szlak z Kościeliskiej do Głuchej Skały, w rzeczywistości jest oznaczeniem końcówki szlaku z Jaskini Mroźnej do Kościeliskiej. Przecież ruch jest tam jednostronny, a jaskinia, jak to jaskinia - schowana w górze, więc czemu mielibyśmy się spodziewać szlaku zaznaczonego na wierzchu na mapie? Ścieżka biegnąca od Lodowego Źródła jak najbardziej jest zaznaczona i kończy się znaczkiem Jaskini Mylnej. Dalej na mapie nie ma nic - ale tylko przez chwilę, bo kawałek wyżej wyłania się krótki szlak tego samego koloru, którym wychodzimy z Mroźnej. To ten ładny fragment, gdy idzie się środkiem łąki, stromo w dół.

      Dolina Kościeliska (foto: Tatrografia)

      Myślałam przez jedną błogą chwilę, że odkryłam coś nowego, ale cóż - nie odkryłam, bo szłam tą ścieżką przynajmniej raz. Można by ją nazwać dróżką brudnych spodni, bo wizyta w jaskini właśnie tym się kończy. Eureki tym razem nie ma, ale jest za to trochę śmiechu - gratulacje dla twórców mapy i zasad rządzących kartografią. Nie ma to, jak szlak, który się urywa a potem nagle wychodzi na wierzch.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      tatrografia
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 stycznia 2012 14:58

Kanał informacyjny

O Tatrografii

Odwiedzająca Tatry od urodzenia, z zamiłowaniem do herbaty z brusznicą w Starej Roztoce i zachodów słońca nad Witowem. Poszukująca ukrytych i niedocenianych perełek w Tatrach. Nigdy nie była na Giewoncie (i się nie wybiera).